30 lipca 2015

Best gift ever!

Witam!

Otrzymałam najlepszy podarek ever i to od nie byle kogo!!!! Zabrało mi trochę spreparowanie tego wpisu, ponieważ bardzo chciałam zrobić piękne zdjęcia i zaangażować w nie Zosię, ale się niestety nie udało :(

Zdjęcia są jakie są i w żadnym stopniu nie oddają totalnej precyzji, mistrzowskich umiejętności Twórczyni i nieprzeciętnej urokliwości podarków!



Kaśka z www.beeinquiltsland.blogspot.com uczyniła mnie i moją Córkę przeszczęśliwe :)

Słów mi brakuje na opisanie zaskoczenia, radości i pokory wobec otrzymanych podarków.
Zocha poduszkę kocha, ja z kolei rozważam oprawienie obu w ramkę :))



Kaśka po prostu robi CUDA!!!

Uwierzcie mi, że w tych poduchach wszystko jest idealne! Wiadomo, że nie jestem obiektywna :)))
Ale też znam się na rzeczy :)

Podsumowując jakby ktokolwiek z Was marzył o patchworkowym cudzie (od podstawek, po poduchy, pledy...) walcie do Kachy, bo po prostu WARTO! Jest absolutną Mistrzynią i kropka!


Ja teraz popuściłam wodzę wyobraźni i znowu mam tysiąc pomysłów na sekundę,.... ale póki co dziergam sweterek...kolejny :)

Trzymajcie się ciepło!

9 lipca 2015

Ni pies, ni wydra...

Witam!

Ostatnio z wielką namiętnością poddaję się upałom. Lecę na fali łaskoczących strużek wyciskanej ze mnie wody, dogorywam na łożu i leniwie wyciągam rękę po szklankę ciepłej wody (bo lód natychmiast się rozpuszcza). Nie znoszę upałów to mało powiedziane! Ale przeżyję, bo wiem, że reszta roku mi to wynagrodzi.

No dobra, może trochę przesadzam, bo w takim stanie nie byłabym napisać tu nic. Wiecie wszak wszyscy doskonale, że komputer podwyższa temperaturę, nierzadko też ciśnienie. Tak naprawdę piszę, bo upały lekko zelżały. Uff. Na chwilę! Łapię więc oddech i streszczam się ile sił w palcach, żeby komputer na kolanach nie zdążył mnie poparzyć.

Ostatnio troszkę szyłam. Po plecaku dla siebie i Młodej powstał jeszcze dla Małżonka. Jak będzie okazja na sesję, pokażę :)

Tymczasem szydło wołało piskliwie, więc je przegarnęłam i wydziubdziałam kolejną grzechotkę. Ha! Miała to być żyrafa, ale dziubanie rogów (sama myśl o nich mnie osłabiła) sobie odpuściłam i wyszedł z tego ni tytułowy pies, ni wydra :)

Robocza wersja to łoś :) Ktoś ma lepszą nazwę?  Poproszę!

Moim punktem wyjściowym był ten tutek. Oczywiście go zmodyfikowałam trzymając się swojej czarno-biało-czerwonej wersji stymulującej wzrok maluchów.

Nibyłoś powstał dla Hani, której prędko nie zobaczę, a która powoli, powoli szykuje się do wyjścia na świat. Niech wystrzeli jak z procy cała piękna i zdrowa!

Oto i Nibyłoś:

 z profilu

 na plecach kontemplujący swoje jestestwo
 na boku, bo tak

i w fotogenicznych dłoniach mojego Męża.

Z danych technicznych Nibyłoś zrobiony jest z włóczki 100% bawełnianej, liczy sobie 12 cm, jest w wiadomych kolorach i wypełniony po brzegi wypełnieniem poliestrowym.

Trzymajcie się nie za ciepło i nie za zimno, lecz w sam raz! No i udanych wyjazdów i urlopów!

Do następnego!