Witam!
Oczom swoim nie wierzę i wy nie uwierzycie. Nie wiem jak to się stało, ale poszłam za bodźcem, za ciosem, za głosem... zwał jak zwał. Poszłam za tym czymś i postanowiłam spróbować swoich sił w bransoletkach. Taśmy mam sporo, potrzebowałam tylko troszkę akcesoriów i niewielkich narzędzi.
A było to tak, że pewnego dnia usiadłam, zaczęłam splatać "francuza" dla Córki i tak jakoś wyszło. Pomysł się zmaterializował. Miał być mały, uroczy i na lato.
Ciut się umęczyłam, poharatałam i pokleiłam, ale są.
Taka mała seria w wibrujących kolorach lata.
5 czerwca 2015
2 czerwca 2015
Moje lato jest w paski i kropka!
Witam!
W mojej głowie ostatnimi czasy burza burzę pogania. Próbuję sobie ułożyć racjonalną listę pomysłów do stworzenia, okiełznać szał perfekcyjnego opanowania wszystkich technik świata rękodzielniczego i do tego złapać równowagę między dwoma pasjami (twórstwo i fotografia).
Zadanie jak zwykle z górnej półki. Póki co wymyśliłam, że będę doprowadzać do końca to, co w głowie się urodzi, po wcześniejszej ocenie przydatności do użycia. Ha! Znowu zadanie mistrza wagi ciężkiej :)
Przechodząc do meritum dzisiejszego posta...historia klasycznie ma swój początek na ulicy przy witrynie jednego z bestialsko kuszących sklepów.
Tradycyjnie po krótkiej, kiepsko udawanej walce z samą sobą, przegrywam. Finał jak zawsze ten sam. Mam kolejne materiał do zużycia (tym razem to motki i wzór na sweterek na szydle). Wracam do domu i... zamiast wziąć się do roboty .... szkoda gadać!
11 maja 2015
Coś małego, coś szarego i coś dresowego...
Witam!
Poniżej wersja na wieszaku.
Tu na Modelce, wersja z bocznego przodu
oraz z bocznego tyłu.
Udały się też telefonowe ujęcia z placu zabaw. Wow!
Na placu królowa jest tylko jedna - huśtawka. Ja zaś pełnię zaszczytne miejsce nadwornego huśtającego. Biceps, triceps i inne cepsy na rękach rosną.
Ostatnia fota spodenek z cieniem szalonej właścicielki.
Oprócz szarej dresówki w dzisiejszym poście wystąpił ściągacz w tym samym kolorze, dwucentymetrowa gumka w pasie i moja Potomkini.
Ja ze swej strony dodam, że taka długość osobiście bardzo mi się podoba i dobrze się nam sprawdza w terenie.
Tymczasem dziękuję Szanownym Czytelnikom za uwagę i życzę pozytywnych wibracji każdego dnia!!
Miło mi będzie jak zostawicie tu po sobie jakiś ślad.
Dawno, dawno temu, za siedmioma rzekami i siedmioma górami... był sobie ostatni wpis.
Rekordu ciszy wprawdzie nie pobiłam, ale przyznajcie, że wynik całkiem niezły.
Szczęka Wam tu dziś w dół nie opadnie i dupy, że tak potocznie napiszę, Wam nie urwie.
Sponsorem bowiem dzisiejszego wpisu jest zwyczajna resztka dresówki z niedoszłych spodni dla mnie.
Nie dość, że resztka, to jeszcze dresówki i w dodatku szarej. Szału nie ma, ale jakieś tam przepchanie marazmu jest i to dla mnie najważniejsze.
Do tego okazało się to nowe coś całkiem praktyczne.
Przechodząc do rzeczy... powstały pumpy, tudzież pół spodnie bądź przykrótkie "sindbady"...jak zwał tak zwał w terenie egzamin zdają.
Punktem wyjścia był model spodenek z dziecięcej Burdy z zeszłego roku (jedyny jaki mam), reszta (tj. ściągacze, przedłużenie nogawek) to wynik inwencji twórczej.
Poniżej wersja na wieszaku.
Tu na Modelce, wersja z bocznego przodu
oraz z bocznego tyłu.
Udały się też telefonowe ujęcia z placu zabaw. Wow!
Na placu królowa jest tylko jedna - huśtawka. Ja zaś pełnię zaszczytne miejsce nadwornego huśtającego. Biceps, triceps i inne cepsy na rękach rosną.
Ostatnia fota spodenek z cieniem szalonej właścicielki.
Oprócz szarej dresówki w dzisiejszym poście wystąpił ściągacz w tym samym kolorze, dwucentymetrowa gumka w pasie i moja Potomkini.
Ja ze swej strony dodam, że taka długość osobiście bardzo mi się podoba i dobrze się nam sprawdza w terenie.
Tymczasem dziękuję Szanownym Czytelnikom za uwagę i życzę pozytywnych wibracji każdego dnia!!
Miło mi będzie jak zostawicie tu po sobie jakiś ślad.
2 kwietnia 2015
Drutowe opowieści...
Witajcie!
Wreszcie! Wreszcie się udało! Skończyłam mój chyba czwarty w życiu sweter, tyle że pierwsze trzy powstawały niejako nieświadomie, z pomocą Babci i w okolicach podstawówki...
Plan zamieszczenia postu był na później, nie teraz, bo za wcześnie, bo święta, bo nikt nie wejdzie..., ale ja nie mogłam dłużej czekać, potwornie chcę się Wam nim pochwalić! :)
Plan zamieszczenia postu był na później, nie teraz, bo za wcześnie, bo święta, bo nikt nie wejdzie..., ale ja nie mogłam dłużej czekać, potwornie chcę się Wam nim pochwalić! :)
Oto i cała historia pasiaka ... dla cierpliwych!!
Zaczęło się od sklepu, z włóczkami ...jak zwykle...
Mijałam go nie patrząc nawet w tamtą stronę, tzn. bardzo, naprawdę bardzo się starając. Kiedy się nie udawało, obiecałam sobie przynajmniej nie wchodzić do środka, ewentualnie tylko zwolnić nieco kroku,..bo ja przecież nie potrzebuję nowych włóczek, a ryzyko zawsze jest!
... no ale zamajaczyło mi cosik w moich kolorach i wdepłam! Zaczęłam macać, oglądać, miętolić (jak przystało na macanta pospolitego). Do tego Pani pozwoliła przymierzyć pokazowy sweterek i obiecała wzór przy zakupie motków, i ... co tu dużo pisać - machina ruszyła.
MUSIAŁAM go zrobić i już!
Jeszcze wtedy rozsądek wygrał i tamtego dnia włóczki nie kupiłam, ale nocami mi się ten pasiak śnił, więc wróciłam... Trzęsącymi z podniecenia rękami zapłaciłam i zaniosłam drogocenny pakunek wraz z obiecanym wzorem do domu.
Do pracy zabrałam się prędziutko i równie szybko zaczęły się schody :) Rozkminianie wzoru, liczenie oczek, dzierganie próbki, szukanie na necie jak to się właściwie na drut oczka nakłada i jak je dobiera...słowem szał pał!
Nie obyło się oczywiście bez moich ulubione innowacji! Dekolt postanowiłam zrobić, "..bo bez dekoltu będzie głupio i za łatwo", no to zrobiłam!
Źle zakończyłam, nabrać oczek dobrze potem nie umiałam, szydełkiem kombinowałam i oto co mi wyszło!! Klops, choć dumna jestem z siebie, że sensownie o dziwo dekolt wyliczyłam.
Jak się domyślacie, nastąpiło prucie, dorabianie, wykańczanie na nowo i już prawie kurczowe trzymanie się wzoru :)
Miałam jeszcze przygody ze zszywaniem (bo to wcale nie taka prosta część jak się wydaje), ale tego już Wam oszczędzę.
Ciekawam, kto do końca przeczytał całą opowieść :))
Koniec gadania! Oto i On!
Okulary dla animuszu włożyłam, bo pozować nie cierpię!! Mąż jednak stwierdził, że obcinanie głowy jest bez sensu.
No i ktoś z Was może widzi tu spódnicę rąk moich. Komplet wyszedł jak talala ;)
A teraz żegnam szanownych Państwa! Życzę przy okazji Wesołego Czasu! Mam nadzieję, że jednak ktoś tu jeszcze przed świętami zajrzy!
Całusy!!
P.S. Zdjęcia ciemne jak cholera, ale plenerów jakoś nie lubię.
30 marca 2015
Krata na lato!
Witam!
Biłam się chwilkę z myślami czy zamieszczać posta czy nie...nie mam wielu zdjęć, bo i nie ma co ich robić za dużo... Do tego moja Modelka łapie od soboty wszystko, co jest z chorób do złapania, więc nie ujrzycie tu dziś nic na żywym organizmie...
Krótko pisząc jednak post jest, ubogi, ale jest.
Skromna, bawełniana, czerwono-biała krateczka zauroczyła mnie już dawno. Mamy na dzielni nowy sklep i cuda tam mają, więc raz na jakiś czas oko cieszę, Panią jak idzie interes zagadam lub się skuszę na zakup niewielki.
I tak właśnie pewnego pochmurnego dnia kratka znalazła się w moich rękach. Dzierganie swetra było czasochłonne, więc musiałam sobie jakąś odskocznie uczynić. Wiadomo było, że będzie szycie, niewiadomą do końca było co...
Odleżakowała krateczka troszkę i powstała prosta sukienka, jakich tu na blogu już kilka pokazywałam. Nic ambitnego, a jednak moje oko cieszy.
Biłam się chwilkę z myślami czy zamieszczać posta czy nie...nie mam wielu zdjęć, bo i nie ma co ich robić za dużo... Do tego moja Modelka łapie od soboty wszystko, co jest z chorób do złapania, więc nie ujrzycie tu dziś nic na żywym organizmie...
Krótko pisząc jednak post jest, ubogi, ale jest.
Skromna, bawełniana, czerwono-biała krateczka zauroczyła mnie już dawno. Mamy na dzielni nowy sklep i cuda tam mają, więc raz na jakiś czas oko cieszę, Panią jak idzie interes zagadam lub się skuszę na zakup niewielki.
I tak właśnie pewnego pochmurnego dnia kratka znalazła się w moich rękach. Dzierganie swetra było czasochłonne, więc musiałam sobie jakąś odskocznie uczynić. Wiadomo było, że będzie szycie, niewiadomą do końca było co...
Zaczajam się jeszcze na taką czarną krateczkę z marzeniem uszycia małego conieco dla siebie, ale... wiecie jak to jest z tymi obietnicami ;)
Póki co zbieram się do zszywania ukończonego swetra!, ale najpierw muszę wyleczyć z wszystkich choróbsk moją dzielną Pociechę, bo ją zmogło na całego :/
U mnie wiosna! I niech tak zostanie, czego i Wam życzę!
17 marca 2015
Babcine opowieści...
Odkąd pamiętam chciałam być babcią. Taką w wersji odlskul; z kokiem, białymi włosami, okularami zsuniętymi na czubek nosa i z jakąś robótką w dłoniach...najlepiej na bujanym fotelu.
Pewnie dlatego, że moja Babcia taka była. Zawsze jak do niej przychodziłam coś robiła. Była uosobieniem łagodności i totalnym multitalentem; haftowane bieżniki, krzyżykowe poduszki, wypasione swetry, pięciopalczaste rękawiczki!, stylowe nakładki na krzesła,...
Ona była moim pierwszym nauczycielem. Pod jej okiem ozdabiałam szydełkiem chusteczki ze starych prześcieradeł :), robiłam swój pierwszy sweter na drutach (8 klasa na zajęciach ZPT) i szyłam pierwszą sukienkę na bal końca podstawówki...
Zawsze siedziała pod oknem w kuchni we wnęce, bo było tam dużo światła, albo przy małej lampce przy stole w pokoju i ... czarowała. Był i kok, i okulary na gumce (obudowa dawno jej się zepsuła), i siwe włosy...tylko fotela bujanego brak.
Ech tęskno mi za nią, szczególnie teraz kiedy mogłybyśmy sobie nieźle o robótkach pogadać :)
Póki co, po naprawdę długiej przerwie, wreszcie odkurzyłam druty! Robię już 4 dzień. Jestem w amoku!
Miałabym teraz kilka pytań do Babci, ale .... już jej nie ma. I choć to nie to samo, ratuje mnie internet.
Dobrego Dnia!
10 marca 2015
Pieski małe dwa...
Witam!
krótsze uszy (żeby ciężar łepetyn był proporcjonalny do całej reszty).
Tak jakoś u mnie szydełkowo ostatnio. Uczepiłam się amigurumi jak rzep psiego ogona i szydlę. Nie będę pisać, że mi z tym źle, ale kłamać też nie mam zamiaru i ... przyznaję, że oko coraz częściej w stronę maszyny zerka.
Wiosna idzie pełną parą, to i sukienki dla Młodej nowe by się zdało uszyć..., ale u mnie "chcieć, to nie zawsze móc". Przyczyn bez liku! Wyliczania więc Wam oszczędzę.
Tak się złożyło, że ostatnio trafiło mi się mini zamówienie, to się pochwalę :)
Po opublikowaniu postu z Pankracym, moja Pani od katalońskiego zamówiła duo na prezent dla dwóch Maluszków. Nie byłabym sobą gdybym nieco nie pokombinowała i nie pozmieniała wersji pierwotnej.
Te "bliźniaki" są ciut mniejsze (co zdecydowanie usprawni małym rączkom ich chwytanie), mają zamknięte oczy (co doskonale widać ) i
Poza tym dzwonią jak talala i przykuwają wzrok, nie tylko mam nadzieję, małych ludków :)
Ja teraz pomyślę co by tu nowego na wiosnę wyczarować i wkrótce może Wam wreszcie pokażę coś maszynowego.
Tymczasem Dobrego Tygodnia i pięknej Wiosny!
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















