13 czerwca 2016

Pierwsze koty za płoty...

...pierwsze targi za mną i ... jest dobrze!
Frekwencja nie dopisała, ponieważ pogoda była raczej plażowa, ale i tak jest sukces! Nieskromnie się pochwalę, że sprzedałam najwięcej produktów, a moje stanowisko wyglądało naprawdę dobrze :P

Po pierwsze przełamałam się i tam byłam !
Po drugie moje rzeczy naprawdę przyciągały spojrzenia i kilka  znalazło nowych właścicieli, co bardzo motywuje!
Po trzecie poznałam kilka osób, dowiedziałam się wielu rzeczy i rozdałam sporo wizytówek (tak dorobiłam się profesjonalnych, specjalnie na tę okazję).
Po czwarte...nie wiem wciąż mam chaos w głowie, ale pozytywny :)

Zdjęcia kiepskie, ale coś z tych jednodniowych targów chciałabym Wam bardzo pokazać. Oto kilka ujęć.


31 maja 2016

Panda Girl

Witajcie!

Sporo się u mnie ostatnio zaczęło dziać. Po powrocie z wakacji miałam mały zastój, ale potem...

Najpierw przełamałam się (hurrrra) i wreszcie uszyłam coś dla Zosi. Ta dzianina w pandy czekała dłuuugo, aż się doczekała.

9 maja 2016

Włóczykij...

Witam!

Jak byście mieli wybrać postać z Muminków, która najbardziej byłaby Wami, to kogo byście wybrali?
Do mnie chyba najbardziej pasuje Włóczykij, przynajmniej ja tak siebie widzę. No i lubię się włóczyć, i po okolicy, i po świecie. Wy też?

Jak byłam piękna i młoda dostawałam od mamy kieszonkowe, które szło na najpotrzebniejsze wydatki (w liceum piwo i fajki oczywiście ;)), a także na sylwestra i wakacje. Takie to wtedy były moje priorytety. Sylwester zwykle był w górach, wypad wakacyjny nad morzem i zawsze było w dechę!

Pierwszy wypad za granicę to oczywiście Czechy, gdzie już w Kudowie Zdrój albo mi ukradli, albo sama gdzieś posiałam portfel z całym zapasem gotówki! Współtowarzysze podróży zatem (wszystkich kocham!) dzielnie mnie utrzymywali, łącznie ze spontanicznym wypadem do Pragi.

Potem była Ukraina stopem do Przemyśla i dalej autobusem do Lwowa, a później było coraz dalej, inaczej...

Zawsze marzyłam o wędrowaniu stopem, o niespiesznym podążaniu przed siebie, z  niekoniecznie określonym celem, z plecakiem pełnym puszek (nie tylko z konserwami)..., ale wyszło inaczej. Wtedy nie zrealizowałam wiele z tego, co chciałam, więc teraz zaspokajam swój nieskończony apetyt powsinogi.... w bardziej cywilizowany sposób, inaczej, ale też się liczy :)
Priorytety wyjazdowe zostały mniej więcej te same, a piwo i fajki zamieniłam na motki i materiały.

A dlaczego ja w ogóle o tym piszę? Bo jutro znowu wyruszam w świat i przed wyjazdem chciałam Wam pokazać dwa letnie plecaki, które zmajstrowałam. Tym razem mam więcej materiału, więc mogę uszyć ich kilka :)

Na duże wyprawy się nie nadają, ale na plażę, piknik, rower itp. są idealne.
Solidne, wygodne (sama mam jeden w ciągłym użyciu), pojemne i letnie, no i dwie ręce wolne!

Teraz kilka zdjęć :)

czerwono - biały


3 maja 2016

Plony...

Witam!

Tak, dziś znowu Wam pokażę plony współpracy z szydełkiem. Kolejna seria torebek. Po co? Bo lubię, bo tak i być może będę miała okazję gdzieś je wszystkie pokazać..., ale nie zapeszam. Tajemnicę zdradzę w drugiej połowie maja, o ile będzie co zdradzać :)

Póki co dwie klasyczne listonoszki z tzw. resajklingowej taśmy (pisownia fonetyczna) oraz jedna ze sznurka (nieco większa). Ten sznurek to moje ciekawe odkrycie, ponieważ waży mniej, a równie dobrze się prezentuje. Jedyna wada to cena :)

Teraz przejdźmy do rzeczy, czyli zdjęć!

"Trójlistna Koniczyna"

18 kwietnia 2016

Szydło w natarciu!

Witam!

Tak się złożyło, że wraz z wiosną dziergać torebek znowu mi się zachciało. 
Niczego nie planowałam, ale któregoś dnia skręciłam z trasy i...weszłam do dzielnicowej pasmanterii. Tam ujrzałam cudne kolory na wiosnę/lato...no i nie mogłam się powstrzymać, musiałam dokonać zakupu! Żeby nie oszaleć wybrałam tylko dwa motki. Prawdę mówiąc ja z różem  mam "... tyle wspólnego co z mercedesami, czyli nic." (cytat Kazik na Żywo, "Tata dilera") , ale w połączeniu z kremowym motkiem w domu, wyszło, moim nieskromnym zdaniem, piękne połączenie! 

Rzućcie okiem!

"Fiolka"

9 kwietnia 2016

Paskofil

Witam!

Co u mnie? Dość leniwie, nieregularnie, taki jakiś może syndrom leniwej wiosny? Wiecie jak to jest, na pogodę zawsze wszystko można zrzucić :)

Tym razem pojawiam się z efektem pracy na drutach. Ale żadnych właściwie nowości. 
Pamiętacie ten sweterek dla mojej Córki?
Okazał się być stanowczo za szybko za mały, więc przystąpiłam do akcji: prucie i dzierganie raz jeszcze. Dlaczego? Ponieważ niewiele razy był użyty, włóczka bardzo fajna i szkoda mi było odpuścić.
Proces przetwórczy nie był łatwy ani krótki, ale i tak poszło nieźle. Liczę (w naiwności swojej), że do jesieni będzie jeszcze wciąż dobry, ale ...czas pokaże.

Wersja nr 1 była w paski, które bardzo, bardzo mi się podobały. 
Wersja nr 2 miała być inna, ale także w paski, bo ja namiętnym paskofilem jestem.

Wyszło to trochę męsko, ale wychodzę z założenia, że ładnemu we wszystkim ładnie.

Z uwag technicznych...nigdy więcej!!! Sweter w częściach, potem masakryczne zszywanie oraz chowanie nitek...nie chcę przeżyć tego ponownie! Poza tym ścieg bułka z masłem, nieśmiertelna klasyka, czyli prawe/lewe.

Przy ewentualnym następnym razie obięcuję poprawę i wysilę swoje szare komórki do wejścia w posiadanie tajemnej wiedzy robienia swetra w jednej części, ...oczywiście jeśli będzie wena i ochota.

Na koniec efekt dziewiarskiego przetwórstwa na nieśmiertelnej białej komodzie i Modelce Właścicielce.

14 marca 2016

Zebrosioł

Witam!

Przez prawie dwa ostatnie tygodnie mieliśmy w domu szpital na peryferiach. Najpierw Dziecię, potem mój ukochany Pies. Dziecię z grypy wyszło, Pies z paskudnego zatrucia jeszcze chyba nie. Przynajmniej nie do końca, co mnie martwi. Ulotności bycia się przestraszyłam, co rzadko mi się zdarza... no cóż wychodzi naprawdę na to, że zdrowie to podstawa! Teraz trzymam kciuki, żeby wszystko wróciło do normy,... a jak się nie da, to niech nie będzie chociaż zbyt dużej zmiany ... plis!!!

Sentymentalnie zarzucam zdjęcie moich największych Skarbów