29 sierpnia 2015

Maxi Black

Witam!

Ze smutkiem obserwuję bądź spadek frekwencji moich blogowych znajomych, bądź ich znikanie...
Smutno mi z tego powodu, bo ja bardzo długo i opornie zawiązuję nowe przyjaźnie...ech...wróćcie!!!

Może jesień unormuje postów zamieszczanie, może upały, może wkacyjne wyjazdy powodem...

Ja też byłam, wróciłam, wypoczęłam i postaram się nie zniknąć.

Oto mój najnowszy, jesienny już twór, Maxi Black.


Materiał stworzenie to cienka dzianina w kolorze czarnym. Zakupiona przed wyjazdem na spodenki, swoje przeleżeć musiała, ale krojenia w końcu i tak się nie doczekała.

Pomysł na zużycie dzianiny ewoluował i dziś się zmaterializował. 
Zdjęcia żenada z kaloryferem w tle :) 
Proszę jednak o wyrozumiałość! Już! Natychmiast! chciałam się nią z Wami podzielić, więc... Cierpliwość to moja pięta Achillesowa, w związku z czym zamiast zdjęć plenerowych, jest co jest! 


Pomysł na ściągacz pojawił się w ostatniej chwili i jest git! Mąż uznał, że szary pasuje, choć ja gotowa byłam na sprint do sklepu po czarny :) Czas pokaże jak sprawdzi się w noszeniu.

 A tu fotka w ruchu. 

Spódnica prognozuje dobrze. Zobaczymy jak dzianina będzie zachowywać się w użytkowaniu (mechacenie) i w praniu, ale jestem pełna optymizmu! Moja pierwsza maxi do tej pory pięknie mi służy.

Z danych techniczmych:
- zużyłam niecały metr bieżący materiału (150cm szer.)
- dół podwinęłam podwójnie
- dzianina się nie troczy, ale górę ze ściągaczem zabezpieczyłam zygzagiem
- reszta szyta ściegiem do tkanin elastycznych (overlocka wciąż brak)

Niemała i cieszy! Projekt mój własny, powstały w trakcie procesu tworzenia. Dosłownie :)

Czekam teraz na Wasze powakacyjne wpisy!

A kto ciekaw zdjęć z naszej wyprawy do Estonii, nich cierpliwie czeka i podpatruje moje drugie, starsze blogowe dziecię. Wkrótce postaram się zorganizować i zdjęcia oporządzić. Uzbrójcie się jednak w cierpliwość, bo zdjęć setki!

Dobrego weekendu!

8 sierpnia 2015

Różowe nielove, ale tak wychodzi

Witam!

Dosłownie w pocie czoła powstał kolejny sweterek dla Zosi. Spieszno mi było, bo wkrótce wyjeżdżamy w chłodniejsze klimaty na wakacje, więc na przekór pogodzie dziergałam 



Z uporem maniaka po swojemu, czyli w częściach. Dobrze mi z tym do momentu zszywania. Zdecydowanie tej części nie lubię! Próbowałam zerknąć tu w celu nabycia wiedzy robienia swetra na okrągło od dekoltu, ale tabelka z Excela mnie skutecznie, póki co, zniechęciła.

Postanowiłam uciszyć swoje wyrzuty sumienia dekorem :) Pierwotnie miał być beżowy jak ściągacze, ale próbki wykazały, iż wzór się zgubi i jedynie rozrysowałam sobie serce na kartce papieru w kratkę. Z tego jestem dumna, bo wyszło satysfakcjonująco, acz lewa strona wygląda lepiej :/ Czyli serce dużo korzystniej prezentuje się dziergane prawymi oczkami...no ale trudno, zawsze to niewielki krok naprzód i odrobinę nowego doświadczenia.



A kolor...no cóż dobrze Młodej w nim, acz liczyłam na mniej różu w tej mieszance. Osobiście fanem różu nie jestem, choć ostatnio sporo w jego odcieniach powstało. Sama przed sobą postanawiam się poprawić :)


A poza tym leń jestem i furiat w gorącej wodzie kąpany. Czy Wy też tak macie, że chcecie spróbować czegoś nowego za każdym razem jak coś ładnego ujrzycie? Ja ma tysiąc pomysłów na minutę! Chcę dziergać, szyć, szydełkować...wszystko najlepiej na raz!... a potem nie wiem w co ręce włożyć :(

Najczęściej więc kończę gapiąc się w telefon. Do tego niezmiennie umieram w oparach upału...ech.. nie marudzę już! Koniec. 

Może jesień  pobudzi mnie do działania, a nie tylko wymyślania :)

Kreatywności, energii i niższych temperatur Wam życzę!

Tymczasem żegnamy się na jakiś czas :)