13 sierpnia 2018

Kobieta z paprocią

Jakiś czas temu uszyłam sobie jeszcze jedną bluzkę i zapomniałam o niej na śmierć.

Pokazać Wam?

No to pokażę.
Mam bzika na punkcie robienia zdjęć i większość robię ja, chyba że sama na nich jestem..., bo wtedy robi mi je mój Mąż. Nie jest to łatwe zadanie, bo łatwą Modelką nie jestem, ...ale efekty coraz częściej są bardzo zadowalające.

tkanina to dresówka pętelka w kolorze szarym


ściągacz ciemna zieleń, niestety odcieniem różni się od nadrukowanych paproci, dlatego jest tylko przy dekolcie i na dole


rękawy sztukowane i oczywiście 3/4


w lesie znalazłam perfekcyjną ścianę paproci, więc po setce ujęć, udało się wybrać to jedno :))


zdjęcie sprzed kilku miesięcy, ale wciąż aktualne, bo najlepiej wypoczywam właśnie nad oceanem lub w lesie


I to by było na tyle. Dziękuję za uwagę!

Bluza wygodna i funkcjonalna, tak jak lubię.


12 sierpnia 2018

Poczułam miętę do...

...no właśnie, kto pomoże nazwać kolor?
Wyblakła mięta, kolor rozwodnionego błękitu, a może tzw. kolor agua?

Zwał jak zwał, w ciągu ostatniego 1,5 miesiąca uszyłam sobie dwie nowe bluzki.
Dwie nie byle jakie, bo na NOWYM overlocku! Mam go od dwóch miesięcy i się bardzo cieszę. 
Szkoda tylko, że domowe overlocki nie mają tegoż sławnego ściegu drabinkowego do wykańczania,...ale trudno.

Pierwsza pod nóż poszła cienka dzianina w paski.
Paski kocham nie od dziś i uszytek służy mi fantastycznie!

Najciężej było wykończyć rękawy i dół, bo dzianina mocno rozciągliwa, ale na mojej klasycznej, starej maszynie ścieg do dzianin elastycznych dał radę. 
Nie ukrywam, że nie jest to najbardziej estetyczne wykończenie, ale git.


Rękawy celowo 3/4. Dlaczego? Bo lubię,... choć nie ma dla mnie nic gorszego od wkładania na taką bluzkę np. jeansowej kurtki! Kojarzycie o co mi chodzi? :)


Dekolt wykończony ściągaczem w idealnie pasującym kolorze. Miałam szczęście mieć go na stanie tyle, ile trzeba.

Ostatnio mam pecha, że gdy planuję "sesję" fotograficzną, chmury szczelnie zakrywają niebo i słońca ani odrobiny, ale i tak jest pięknie. 


Od lutego mieszkam w Kantabrii i mimo chmur (albo właśnie dzięki nim) czuję, że to TO miejsce.Czas pokaże czy mam rację. 
Poniżej moja ukochana Costa Quebrada.


Kolejna tkanina, która poszła pod nożyczki to tzw. double gaze czyli muślin, choć dla laików najprościej nazwać by ją było tkaniną pieluszkową, bo z taką właśnie mi się kojarzy. Miałam do niej mieszane uczucia i kupiłam eksperymentalnie z zamiarem uszycia spodenek dla córki, ale... pewnego dnia naszło mnie natchnienie i powstała ...bluzka dla mnie samej.

Oczywiście sesja znowu odbyła się pod niebem gęsto zasnutym chmurami.


Na zdjęciu powyżej podobno wyglądam jak żywa reklama nowego serialu kryminalnego produkcji brytyjskiej...i to komplement :) Fakt, że minę mam delikatnie ujmując "marsową".

Tu z pomocnikiem Fotografa moim ukochanym psem!


Bluzka tzw. własnej konstrukcji, ale konstrukcji w oparciu o intuicję i wiele błędów.
Niemniej dobrze prezentuje się na spodniach, jak i w nich. Do kompletu dołożyłam torebkę własnej produkcji. Co myślicie? Nie jest źle?
To taka opcja a la "francja elegancja". 


Tu wpatruje się we wkurzony ocean.



Spot beze mnie wygląda tak. Pięknie co nie?


A tu spontaniczny c.d sesji dnia następnego. Spontaniczny, bo wyszło słońce!
Wersja "na sportowo" to moja ulubiona wersja.


Dekolt i rękawy wykończone bawełnianą lamówką, dół podwinięty klasycznie.
Na zdjęciu dojrzała kobieta z niedojrzałą jeżyną.


Tu moja ukochana Costa Quebrada w słońcu, czyli lans na klifach


i z widokiem na nowo odkrytą dziką plażę.


I tyle. Wiem, że częstotliwość wrzucania postów jest taka, że ręce opadają. Do tego blogi już są niemodne i czytelników to ja raczej już nie mam. Ale co tam...

Tkanina doble gaze cotton zdała egzamin! Nie trzeba prasować, przewiewna, lekka i dobrze się nosi. Póki co same plusy, mimo pieluszkowych skojarzeń. 
A Wy macie z nią jakieś doświadczenia?

Enjoy! I zostawcie jakieś dobre słowo jak tu zajrzycie, please!

9 kwietnia 2018

sponsorem dzisiejszego wpisu jest liczba 3

Ciągnę milion srok za ogon, w rezultacie zamieszczanie postów trwa sto lat.
Zebrałam dziś zatem tytułowe 3 uszytki, żeby pokazać je za jednym zamachem.

Voila!

Nr 1 to bluzka z wykorzystaniem resztek jednokolorowej dzianiny. Patrzcie rękawy. 


 Dziecię mi nie chciało pozować, więc ubogo z fotami, ale stylizacja piękna! Moim nieskromnym zdaniem!

Nr 2 to sukienka. Jest radosna i trochę niepraktyczna, bo nie bardzo jest gdzie ją nosić :)
Moja Latorośl woli wygodne spodnie lub getry!

 Sesja odbyła się w domu przy wielkim marudzeniu i ziewaniu.


Moje dziecko nawet znudzone jest bardziej fotogeniczne niż ja, taka karma :)


Na koniec nr 3, czyli coś dla mnie.


 Bluza ta pierwotnie miała cienką, granatową lamówkę  zamiast ściągacza przy dekolcie i nie było ściągacza na dole, ale...po poprawkach wygląda znacznie korzystniej.


Sesja na kantabryjskiej plaży w Loredo. Mieszkamy teraz dokładnie za moimi plecami w Santanderze i jesteśmy otoczeni boskimi krajobrazami
.
 W miarę możliwości, pogody i częstotliwości szycia postaram się Wam pokazywać te cudne widoki i plaże :)

Moje sesja jest z tego weekendu. Był piękny.
A fotografem był mój Mąż.


Tymczasem do następnego!
A dla chętnych podglądać moje drugie miejsce "artystycznego"wyżywania się (fotograficznego), zapraszam na www.polnocnywiatr.blogspot.com

Do następnego!

12 grudnia 2017

Dwie pieczenie na jednym ogniu...

Długo mnie tu nie było, ale nie siedzę bezczynnie na kanapie, o nie!

Uszyłam kilka dopieszczonych plecaków, wydziergałam kilka nowych portmonetek, uszyłam naprędce prostą czapkę dla Latorośli,..., ale dziś pokażę Wam dwa konkrety osobiste, tj. bluza dla mnie i sukienka dla Zosi.

W tę niedzielę udaliśmy się na plażę i pstryknęliśmy kilka zdjęć.

Najpierw ja.


Bluza w moim ulubionym kolorze, o który w sklepach ciężko. Mówię o zieleni właściwej, butelkowej, nasyconej, nie za jasnej i nie za ciemnej. Znalazłam ciepłą dresówkę i voila!


Łatwo nie było, bo jak zwykle improwizowałam. W efekcie sprułam ją dwa razy! Całkowicie! 
A szwy z tyłu i z przodu, to wynik błędu w szerokości. Przekombinowałam i trzeba było ciąć przez środek, żeby ją zwęzić. Efekt całkiem, całkiem. Ewolucje gimnastyczne da się wykonać, choć lepiej byłoby ze spodniami z dresówki do kompletu.


Co do dekoltu i wykończeń dołu i góry...ściągaczy brak. Wszystko z dresówki z braku kolorystycznie dobranych ściągaczy na stanie. Ciut za szeroko przy szyi i rękawach, ale mnie się tam podoba. Luźno, wygodnie i zielono! Wszystko co lubię.


Mężowi się podoba (o dziwo!) bardzo i złożył zamówienie na taką samą...zobaczymy czy prośby zostaną wysłuchane. Aaaaaaa!


 Przesyłam Wam ciepły buziak. I przechodzimy płynnie do Zosi i jej sukienki z resztek.


 Sztukowany dół sukienki daje radę i nie rzuca się w oczy. W każdym razie Młodej nie przeszkadza!


 Tył też pokombinowany, dzięki czemu prawie pozbyłam się tego bordowego materiału, a zalegał u mnie już długo, za długo.


Dziecko szczęśliwe, mama też, jeno to pierwsze za szybko rośnie!

Pierwotny zamysł był bez ściągaczy, ale będzie chyba zmieniony, żeby przedłużyć rękawy, które za szybko się kurczą.

Wciąż nie mam overlocka, więc materiał zawsze i tylko zabezpieczam zygzakiem, a dzianiny szyję ściegiem do materiałów elastycznych, czyli pochylonym zygzakiem.


Nawet buty nam się pięknie dopasowały. Normalnie cud miód! :)


A na koniec my na huśtawce.


I to by było na tyle! Pozdrawiam wchodzących i na wszelki wypadek życzę Wam bardzo Wesołych i bardzo spokojnych Świąt! I nie dajmy się zwariować w okresie przed świętami! Uściski! :*

15 sierpnia 2017

Na małe plecy...

Cóż innego może być na małe plecy jak nie worko-plecaki?

Uszyłam ich ostatnio dwa. Na specjalne zamówienia. Mój klasyk z misiem.




Kłapouchy bardzo lubi się w nich fotografować. Twarzowo mu, prawda?


A drugi zupełnie inny... w rekiny!




 Ośmiornica  na widok rekinów oszalała!


I do worka się schować chciała!


 Trochę jej to zajęło, bo cielsko ma spore,...ale jej się udało ...


...no prawie :)

Jak się domyślacie pierwszy plecak jest dla dziewczynki, drugi dla chłopca. 

Oba mają podszewki, oba bawełniane sznurki. Rożnice?
Jeden ma metalowe kółka na sznurki i Misia, a drugi klasyczne szlufki z materiału i Misia nie ma.

Wymiar idealny na małe plecy! Szczęśliwe małe plecy :)

PS. Kłapouchy oraz Ośmiornica zostały.
Plecaki, kryć małe skarby, już pojechały.