23 stycznia 2017

O Rudej, tukanach i byku w białe kropki...

Dzień dobry!

Nadrabiam zaległości i wrzucam tu wszystko, czego jeszcze tu nie ma, a co mieć bym chciała.

Tytułowa Ruda, to moje dziecko oczywiście, tukany to piękna dzianina, z której ta prosta sukienka powstała, a byczek to druga ukochana przytulanka (po Kłapouchym).

Sukienka w sesji parkowo - bańkowej.








Zdjęcia z października czyli kilka stopni temu, kilka chmur temu.

Trzymajcie się ciepło i słonecznie!

20 stycznia 2017

Kaptur odsłona trzecia...

Dzień dobry w Nowym Roku!
Jak Wam się zaczął?

Ja nie mogę narzekać. Właśnie wróciłam z ciepłej wyprawy, ale przedtem uszyłam kolejną bluzę z kapturem. Tym razem dla siebie! Sprawdziła się świetnie!

Wykrój powstał jeszcze przed świętami, a kiedy znalazłam trochę czasu i usiadłam do krojenia... okazało się, że pierwotny pomysł padł (miała być cała bordowa) z braku materiału.

Pokombinowałam zatem z resztek po bluzie  dla Męża ...


...i po plecaku prototypie, który służy mi zawsze i wszędzie.


Bardzo lubię granat z ciepłym, winnym odcieniem czerwieni.
I zdaje się, że to będzie mój ukochany zestaw (bluza i plecak). Wnętrze kaptura jest takie samo jak plecak.


Kieszeń, kaptur i rękawy są sztukowane. Podczas pracy nie przemawiało do mnie to połączenie, ale teraz bardzo mi się podoba.


Bluza zrobiona jest z ciepłej dzianiny. Wykrój powstał na bazie wykroju z Ottobre 4/2014 model 37

Poza tym jestem z niej dumna i z siebie oczywiście też. Po raz pierwszy zamaskowałam szwy i nie było to takie skomplikowane, jak pierwotnie myślałam.

Sesja powstała na La Palmie, gdzie niedawno obchodziłam swoje kolejne urodziny :) I choć nie jestem już tak młoda ciałem, ducha mam wciąż szczeniackiego!

Dbajcie o swoje wewnętrzne Dziecko, bo warto!
Dobrego Dnia!

30 grudnia 2016

Piotr in Hood

Czas tyka nie przejmując się niczym i nikim. Niektórzy uważają, że ucieka, inni, że się dłuży...

Fakt jest taki, że Nowy Rok za pasem. Co to dla mnie znaczy? Nic i wszystko. Nie mam żadnych postanowień, żadnych oczekiwań. 2017 potraktuję jak każdy inny, czyli jak białą kartkę.

Nie jestem w obozie musowego świętowania nadejście Nowego ani tegoż świętowania nie neguję. Wolnoć Tomku w swoim domku! 

Osobiście, jeśli nigdzie nie wyjeżdżam, wolę codzienność. Ale jeśli jestem w nastroju do zabawy, nie interesuje mnie czy to Sylwester, świątek, piątek czy niedziela.

Jedyne co mi doskwiera w Sylwestra (odkąd mieszkam poza Polską) to smutek. Bardziej odczuwam samotność, dużo bardziej niż w Święta. Chyba brakuje mi wyjazdów i spotkań z dawnymi znajomymi...no i zbliżające się urodziny. Chcąc nie chcąc robię różne bilansy i z usposobieniem Kłapouchego raczej nie wychodzą mi na plus. 

Dobrą stroną tych nadchodzących urodzin jest za to zaplanowany wyjazd, więc może chandra urodzinowa za bardzo mnie nie poturbuje.

Żeby zakończyć wpis nieco bardziej optymistycznie, pochwalę się najnowszym uszytkiem. Jest to świąteczny prezent dla mojego Męża. Jakość fot pozostawia wiele do życzenia, bluza nie! Jestem dumna. Szyta bez przymiarek. Z powiększanego szablonu z Ottobre na bluzę nastolatki plus liczne modyfikacje, np. poniższy rękaw.


Rękawy sztukowane spontanicznie z braku materiału, co znacznie poprawiło (moim zdaniem) końcowy efekt.


Kieszeń podpatrzona z bluzy istniejącej i to ona właśnie przysporzyła mi najwięcej problemów.


A tu na Obdarowanym


 Kaptur z podwójnej dzianiny. Jak go ładnie ułożę, to jest taki dziubek, że "...nie ma ...we wsi".


Na koniec jeszcze życzenia...życzę Wam spełnienia i zdrowia, reszta przyjdzie sama.
Wierzcie w siebie póki nie jest za późno i sięgajcie po co chcecie, żeby potem nie żałować! 
Ciepłe uściski, dla tych co tu jeszcze zaglądają :*


4 listopada 2016

zmiany...

Lubicie zmiany?
Ja kiedyś nie lubiłam, ale zmieniłam zdanie.
Lubię podmuch nowego, niepewność z tym związaną, ryzyko, skok adrenaliny...słowem dobrze mi to robi.

Spektakularnych zmian jednak nie dokonuję, nie przeczytacie tu o jakichś niesamowitych przedsięwzięciach, jeno o najnowszej "kolekcji" portmonetek ombre , które niejako są moją manifestacją zmiany, przejścia, dojrzewania...

W swojej twórczości niestety nie umiem trzymać się jednej formy wyrażania się, dlatego imam się kilku rzeczy na raz, ostatnio szydełko w natarciu!

Poza tym uwielbiam szukać nowych smaków w kuchni i nie umiem żyć bez zmian miejsca pobytu, choćby na chwilę, choćby za winkiel...stąd moje totalne zamiłowanie do podróży małych i dużych...ot taki ze mnie niespokojny duch :)

A teraz czas na kilka zdjęć

Zima


Noc i Dzień

Morza Szum

Wrzosowisko

Babie Lato
A Wy? Czy i jakie zmiany lubicie?

Pozdro!


19 października 2016

Street style, skate style...

Joł!

Dziś zdjęcia z ulicy. Zdjęcia z mojej okolicy.
Zdjęcia bluzy, z której jestem bardzo zadowolona, bo moje Dziecię ma na jej punkcie bzika i nonstop w niej fika.
Bez dalszego zbędnego gadania, tudzież taniego rapowania, zapraszam Was na seans fotograficzny z pochmurnego dnia na mojej dzielnicy!










Zdjęć może z deczka za dużo, ale wierzę, że Was nie znużą!

***
Mąż także złożył zamówienie na taką, ale...nie wiem czy i kiedy się doczeka :)

Model nr 23 z Ottobre 4/2016. Jedyna innowacja to brak sznurka do ściągania kapturka 😂

Dobrego dnia Mili! :*

7 października 2016

Jak to liście paproci zawróciły mi w głowie...

Witajcie!

Latem zrobiłam zakupy dzianinowe z miliardem pomysłów na ich wykorzystanie. Niestety teraz strach jest mi je ciąć (są takie piękne)! Czyżby początki szmatoholizmu?!?

Od początku jednak faworytem numero uno były paprocie! Oszalałam na ich punkcie!
Cud, miód i palec lizać!
W głowie miałam bluzkę z kimonowymi rękawami, ale w głowie to ja mam cuda niewidy, a potrzebny był szablon. Ideę zatem zmieniłam i postanowiłam uszyć klasyczny basic. 
Szablon wykombinowałam z ukochanej bluzki na stanie i zaczęłam ciachać. Niestety nie uwzględniłam wyraźnej różnicy w rozciągliwości materiałów!! BLUZKA MATKA jest bardziej elastyczna...dlatego BLUZKA CÓRKA wyszła mi tak obcisła, że gram przytyję, a bluzka nigdy przenigdy nie ujrzy światła dziennego i basta!



Wykończenie dekoltu i rękawów z tej samej dzianiny metodą a la ściągacz. Z pomocą przyszła mi Paula, za co pięknie dziękuję!


Dół, zgodnie z panującymi trendami w modzie, jest niewykończony i się roluje :)


A ja w nowym uszytku czuję się jak w drugiej skórze. Dosłownie!


A do tego, w przepastnych odmętach mojej szuflady, znalazłam chustę w kolorze liści paproci, która idealnie komponuje się z bluzką. Dlatego dziś nie narzekam i się nad sobą nie użalam, lecz bezwstydnie się przed Wami mizdrzę :)
Pięknego weekendu!

Dziękuje, że jesteście! :*

29 września 2016

3 rzeczy dobre...

Do niedawna miałam (w sumie dalej mam) postanowienie tzw. "3 rzeczy dobrych". 
To taki wymyślony trening na koniec dnia. Trening pozytywnego myślenia. Trzeba wykrzesać z siebie tzw. zdarzenia, odczucia, sytuacje,...i to wszystko wg nas ma być dobre. Mowa o ok. 12 godzinach wstecz. Generalnie polecam.

Na początku szło dobrze, potem gorzej, a dziś to ja w ogóle jak młody Werter się czuję (dobra średni, żeby być prawdomównym).

Przed chwilą spróbowałam te 3 rzeczy z siebie wykrzesać i wyszło mi:
- posprzątałaś wszystkie szafki i szuflady w kuchni,
- zrobiłaś zakupy i ugotowałaś pyszne curry z pomidorami i krewetkami,
- ...i tu mi się oczy posikały (nie ze śmiechu)... 

Zatem chwilo nie trwaj! 

Na koniec tego niezwykłego posta/u wrzucę 3 rzeczy uszyte przeze mnie,  które do najświeższych nie należą,  ale są dobre.

Plecak nie na prezent.


Plecak, który był prezentem.


I moja bardzo udana, sztukowana, lniana bluzka.
edit: spódnica i torebka też robota własna osobista.
edit: ...podobnie jak Dziecię i jej sukienka.

Pozdrawiam, 
menadżer gospodarstwa domowego.

P.S. 1 Nie mam zamiaru odnosić się do ostatniego wpisu, sami rozumiecie, że trochę jestem nie w sosie.
P.S. 2 Już nie mam takich długich włosów i mi z tym lepiej jak patrzę na te zdjęcia.

Pozdro!