22 kwietnia 2020

S jak sukienki...

S jak dwie sukienki gwoli ścisłości.
Jedna dla mnie, sprzed roku!!! i druga dla mojej Zosi sprzed 2 tygodni.

Ta dla mnie powstała z myślą o plaży. Lekka, zwiewna i wygodna w ściąganiu i zakładaniu. Niestety nie do końca jest taka wygodna. Ciut za krótki stan i trochę jednak niedopasowana długość, czyni ją nieidealną na lekkie wyjście plażowe. 
To moja inwencja, więc błędy były nieuniknione.
Niemniej jest ok i  w tym roku nie zamierzam z niej rezygnować, jeśli dane mi będzie móc wyjść na plażę.

Voila!

12 listopada 2019

B jak bluzki...

Tego lata większość bluzek, w których chodziłam były uszyte przeze mnie. Muszę stwierdzić, że napawa mnie to dumą!

Spróbuje pokazać Wam kilka z nich, bo choć nie są idealne, są moje :)


Na pierwszy ogień idzie szara:

8 lipca 2019

wild birds...

Życie toczy się dalej. Musi.
Wakacje zaplanowane, więc trzeba jechać.
Wietrzenie głowy w nowym miejscu to zawsze dobry pomysł.

Teraz czas ogarniać garderobę,...ale okazało się, że dziecka plecak już mały i trzeba uszyć nowy, bo nie mieści się ze swymi niezbędnymi rzeczami w starym. Nie dziwota, bo stary ma już 4 lata. Możecie go zobaczyć tu.

Różnica między starym i nowym to nie tylko rozmiar, ale i sposób uszycia.

23 czerwca 2019

(nie)kolorowy post...

Chyba nigdy tak naprawdę nie byłam zwolennikiem czarnego koloru. Podobał mi się i pewnie miałam jakieś czarne ciuchy w swojej szafie, ale raczej wolałam ciemne odmiany niebieskiego i butelkową zieleń...dalej lubię.
Z biegiem czasu jednak mam odwagę nosić także jaśniejsze i żywsze kolory, kwieciste wzory, a  czasami nawet i krzykliwe...
Dowodem przemian jest poniższa bluzka.

30 kwietnia 2019

do tulenia...

Jako dziecko kochałam przytulanki, ale wiele ich nie miałam.
Jako dorosła mam ich kilka i kocham niezmiennie.

W IKEA bywam rzadko, ale przy dziale z przytulankami odpływam i chcę wszystkie, ...
...moja Córka też tak ma :) 

Z tej miłości jakiś czas temu robiłam dziecięce grzechotki na szydełku. Pierwotnie były w wersji kolorów kontrastowych,...

ale też mam wersje w kolorze.

9 kwietnia 2019

Wiosna, wiosna, wiosna ach to Ty...

Witajcie!

Wieki mnie tu nie było, ale nie leżę z założonymi rękami wpatrzona w sufit, oj nie.

Pochwalę się dziś wdziankiem uszytym dla siebie na wiosnę/lato.

Jest to najdłużej szyty ciuch ever! Miałam przy pracy nad nią duże wzloty i bardzo niskie upadki. Od zachwytu i nadziei, po totalną odstawkę projektu.
Głównym powodem był brak wykroju! Metodą prób i błędów wykrój zrobiłam sama na podstawie istniejącej sukienki, choć efekt końcowy nie ma wiele wspólnego z pierwotnym modelem.

Na krześle prezentuje się tak: