6 marca 2017

Powiew wiosny...

Wiosna idzie niezaprzeczalnie. Drażni się, kaprysi, grzeje, a za chwile smaga wiatrem lub zwilża deszczem..., ale idzie i tego się trzymajmy!

Wraz z wiosną zachciało mi się wiosennego materiału i zobaczyłam bohatera tego wpisu, musiałam go zdobyć, choć łatwe to to nie było.

Pierwotnie miało być coś dla mnie, potem ... jak zwykle uznałam, że lepiej uszyć coś dla Zosi.
Korzystałam z ulubionego wykroju z Ottobre 4/2014 model 16. Dodałam kieszeń jak w tej bluzie i voila!






...ale w tę sobotę uznałam, że starczy mi jeszcze materiału na bluzkę dla mnie! Złapałam nożyce i dość prędko uszyłam sobie kolejny, prosty klasyk.


..żeby dnia następnego zorganizować wspólną sesję :) 


Uwierzcie mi, że rękami i nogami bronię się przed takimi zestawami matka-córka :) Raczej będziemy nosić swoje wdzianka osobno, ale do potrzeb sesji niedzielnej wyglądałyśmy tak :)






Niestety mam świadomość, że z tymi uszytkami nie posunęłam się do przodu. Nie oszukujmy się, nie są wymagające ani skomplikowane. Poszłam na łatwiznę.

Tak jak wspomniałam ostatnio na fp sama czasami nie wiem co wolę bardziej: robić zdjęcia czy tworzyć :)

Obiecuję, że następny wpis dotyczący szycia będzie inny. Może uda mi się stworzyć coś bardziej skomplikowanego. Spróbuję okiełznać wewnętrznego lenia i choć odrobinę utrudnić sobie życie i nabyć nowej umiejętności!

A Wy lubicie podnosić sobie poprzeczkę?
Uściski!