4 czerwca 2020

Szydełkowe czary mary...

Początkiem moich rękodzielniczych przygód było szydełko...i do szydełka ostatnio wracam lub z szyciem je łącze.

Dziś pokażę Wam trzy bluzki. Na szydełku oczywiście.

Pierwsza jest dla mnie i jest to próba okiełznania darmowego wzoru od hiszpańskiej szydełkowej dizajnerki Laury  Jej top nazywa się top Amelia i wykonałam go na rekomendowanej włóczce hiszpańskiego producenta casasol filicor.

Top źle leżał mi na plecach, więc go musiałam modyfikować pod siebie.
Efekt zadowala, ale na łopatki nie powala. Za to w/w bawełniana włóczka jest boskiego koloru i całkiem fajnie się z niej robi.

Więcej zdjęć mnie samej brak.

Niebieski kocham nie od dziś, ale ostatnio się zorientowałam, że głównie tworzę w niebieskościach dla siebie. Przypadek? Nie sądzę. 
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Kolejna bluzka powstała z tej samej włóczki, tyle że dla Córki. Kolor też bardzo wpadł jej w oko.
Wzór wymyśliłam sama i z efektu jestem bardzo zadowolona.


W tym wypadku nie było wielkich problemów z dzierganiem, choć do znudzenia musiałam liczyć oczka, żeby nie zgubić symetrii. Było to niezłe wyzwanie, bo jednak mimo prostego wzoru, wykonanie wymaga skupienia. Przynajmniej u mnie. Zawsze.


Bez prucia się nie liczy, więc i prucie było, ale wyszło idealnie.


 Młoda zadowolona, co cieszy!


Bluzka ze 100% bawełny w odcieniach morskich, z dużymi prześwitami. Idealna na lato!
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Ostatni top w tym samym stylu, znowu dla mnie, ale w zupełnie innych odcieniach. Dobór kolorów był przemyślany, ale zakupy online nieco zmieniają kolory i teraz wybrałabym jasny odcień nieco jaśniejszy.


Bordo za to idealnie pasuje do spódnicy, do której bluzka ta właśnie powstała.


Przymierzałam się do tych pasków 3 razy. Za pierwszym razem miały być z potrójnych rzędów, potem z podwójnych, aż wreszcie stanęło na pojedynczych. Tak wydaje się najlepiej. A kto mnie zna, ten wie, że jestem top fanem pasków :)


Tu przypozowałam niczym rasowa modelka, ale głowę obcięłam, bo już nie było taka rasowo :) Sztuką jest zrobić sobie zdjęcie z samowyzwalacza, możecie mi wierzyć na słowo.


I oto ostatnie ujęcie mnie w lustrze, mojego pomocnika (aparat), mojej piękniej bluzki z bawełny i spódnicy idealnie dobranej kolorystycznie.

Niby wszystko spoko, ale dość krzykliwie się w tym zestawie czuję i nie wiem kiedy wyskoczę w nim na ulicę :)

Ot i koniec bluzkowej trylogii.

Pozdrawiam odwiedzających.

Renia

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza