29 czerwca 2014

Porażki i sukcesy, czyli norma...

Witam!

Weekend zaczął się do kitu! Moje portmonetki jednak nie dojechały na czas i szlag, za przeproszeniem, trafił targi :(



Następnie imieniny Męża wreszcie zmusiły mnie do stworzenia torby na zakupy, którą już sobie kiedyś zaklepał.  Zakupiłam grubą, grubaśną i mocną bawełnę w kolorze kremowym, do tego brązowe bawełniane uszy i pół soboty szyłam. Powinno być banalnie, ale u mnie takie zabawy z dekorami, cięciem, prasowaniem, i pruciem (bo krzywo było) wydłużają twórstwo znacznie. Mimo poprawek i tak krzywo wyszło, co proste być miało, ale co tam.




Jak przyszło do odpakowania prezentu okazało się, że sukces połowiczny, bo obciach z takim dekorem i pojemność wciąż nie taka, ale po próbie generalnej wypchania jej dobytkami domowymi, okazała się być znośna. Dekor zaś został przełknięty, bo sklep blisko :)



Dodam iż Małżonek ma i brodę, i wąsy, i okulary :)

Następnie kolega poprosił mnie o kosmetyczkę jak dodatek do "Żonkilówny", tyle że ze złotym, metalowym zamkiem... No i się zaczął taniec igły z nitką i z w/w zamkiem. Próby przeszycia spełzły na niczym, a właściwie na stracie dwóch igieł (jedna się skrzywiła, druga złamała).

Znalazłam fajny tutek do wszywania zamka z ładnym wykończeniem, ale moja maszyna albo umiejętności nie dały rady. Do tego projekt za mały i za lekki moim zdaniem na taki porządny, metalowy i przyciężki zamek, mimo iż prezentuje się ładnie.




Tak oto powstały w ten weekend trzej Okularnicy. Dwa jelenie i jedna torba (z czego jeden jeleń idzie do kubła).

Ostatecznie zrobiłam kosmetyczkę z zamkiem plastikowym i zobaczymy czy będzie do przyjęcia. W niej podszewka klasyczna, na zewnątrz (może ktoś rozpoznał) materiał z japońskiej stajni Kokka (len z bawełną).


Mierzy to to 19cm na 11cm, jak poprzednia.

Nowość to wszyta metka :) W końcu! Bo wiecznie o tym zapominam!



Ot i taki był mój koniec tygodnia, burzliwy, mimo słońca!

Mam nadzieję, że Wam przeleciał lepiej!

8 komentarzy:

  1. Reniu, wąsy do góry! Piękne rzeczy robisz, nie łam się tą małą skuchą.
    Twoje portmonetki są boskie, sama się czaję na jedną. Czekam tylko na przypływ gotówki...
    Buźka!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki za otuchę :)
    A portmonetki, to że nie doszły na czas na targi to pikuś...gorzej że wciąż nie dotarły i jest ryzyko, że przepadły :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O kurczę, to lipa troszeczkę... Trzymam kciuki, żeby się odnalazły.
      Przy okazji - czwarta fotka idealnie nadaje się na photo challenge we grochy: http://wegrochy.blogspot.com/2014/06/photo-challenge-no9.html :)))

      Usuń
  3. Oj oj, fatalnie, że przesyłka nie dotarła na czas :( Mam nadzieję, że jeszcze doleci i na kolejnych targach te cuda znajdą swoich nowych właścicieli. Nie wyobrażam sobie, żeby miało być inaczej - strata była by nie do przełknięcia!!

    Torba wąsiasta wymiata!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, wszystko wskazuje na to, iż przepadły :((

      Usuń
  4. A mnie się torba podoba... choć te wąsy to dla mnie na usta wyglądają ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak samo powiedział mój Mąż :))

      Usuń
  5. Renia jak zwykle genialne pomysły i super wykonanie!:)
    Co do portmonetek, nie przekreślałabym poczty, kurierów, polskich i zagranicznych, że po prostu zgubili. Co najwyżej zawieruszyli....
    Moje wysłane kartki nagle znalazły się po dwóch miesiącach:)

    OdpowiedzUsuń