5 czerwca 2015

Biżu, biżu, biżuteria...

Witam!

Oczom swoim nie wierzę i wy nie uwierzycie. Nie wiem jak to się stało, ale poszłam za bodźcem, za ciosem, za głosem... zwał jak zwał. Poszłam za tym czymś i postanowiłam spróbować swoich sił w bransoletkach. Taśmy mam sporo, potrzebowałam tylko troszkę akcesoriów i niewielkich narzędzi.

A było to tak, że pewnego dnia usiadłam, zaczęłam splatać "francuza" dla Córki i tak jakoś wyszło. Pomysł się zmaterializował. Miał być  mały, uroczy i na lato.

Ciut się umęczyłam, poharatałam i pokleiłam, ale są.

Taka mała seria w wibrujących kolorach lata.


Są jednokolorowe

i w paski oczywiście.


A tak prezentują się na ręce.


Zajawka jest, satysfakcja też. Małe, a cieszy.

Podzielcie się ze mną swoimi opiniami. Lubicie bransoletki? Nosicie jakieś dodatki?
Bo ja tak. Z "biżu" uznaję jeszcze tylko kolczyki. Kiedyś miałam od zatrzęsienia, ale odkąd urodziłam Dziecię, przestałam nosić. 

Mam też furę chust maści wszelakiej. Dla mnie to tak trochę jakby biżuteria, którą uwielbiam :)

Tymczasem cudnego długiego weekendu! Uważajcie na słońce!


10 komentarzy:

  1. Zdecydowanie te jednokolorowe mnie urzekły. Ale może to tylko taka fanaberia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziwię się. Jednokolorowe są jednokolorowe i to ich wielka zaleta :)
      Uściski!

      Usuń
  2. A ja pałam uczuciem do tej pomarańczowo-szarej - bossssska jest!!! (to syk zazdrości :))) ). Chyba musimy pogadać o tej sprawie :))))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, słabo widać, ale to kremowy niestety, a nie szary :/
      Ale i tak miło mi totalnie, że cosik wpadło Ci w oko!
      Uściski!

      Usuń
  3. Jedne i drugie są super. I nie mam faworyta, do jednego stroju bardziej pasowałyby jednokolorowe, a do innego dwu-. Ubolewam najbardziej nad tym, że biżuterii nie noszę. Nie potrafię, nie lubię, źle się w niej czuję, zaraz zaczyna mnie irytować że tu zwisa a tam brzęczy. Koniec końców jak mam jakieś uroczyste wyjście to nie mam czego na siebie założyć :P Na szyi często noszę za to bawełniane/lniane szaliki i jedwabne apaszki, to taki mój sposób na gardło w wietrzny dzień :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z tym zwisaniem mam tak teraz z kolczykami. Kiedyś uwielbiałam, a teraz mnie denerwują, więc jak już wybieram to krótkie i kolorowe :) Brzęczenie zaś uwielbiałam jak byłam mała. Marzeniem było mieć kilka/kilkanaście brzęczących bransoletek na przegubie dłoni i dzwonić nimi przy każdym ruchu...teraz cenię sobie ciszę :))

      A miłość do wszelkich chust i apaszek w pełni rozumiem. Nie tylko to to chroni, ale i uroku dodaje. Przynajmniej moim zdaniem.

      Dzięki Ci!!! :*

      Usuń
  4. Jak dla mnie miętowa naj ;)
    Z biżuterią mam tak, że trochę tego mam, ale mało noszę. Kiedyś lubowałam się w długich kolczykach, teraz tylko od wielkiego dzwonu założę. Bransoletki to coś z czym zawsze miałam klopot, bo mam bardzo szczupłe dłonie i wszystkie mi spadają :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ps. Ja również uwielbiam chusty! Musiałam kupić sobie specjalny wieszak na nie, bo przestały mieścić mi się w szufladzie i nigdy nie mogłam znaleźć tej potrzebej ;)

      Usuń
    2. Oj znam to znam! U mnie zajmują spora szufladę w komodzie! Jeszcze się mieszczą :)

      Usuń
    3. A u mnie bransoletkę można na zamówienie jakby co ;))

      Usuń