18 grudnia 2013

"Kura z blizną na czole"

Dawno, dawno temu była sobie Kura. Nie od razu z blizną na czole.

Jako że jedyną córką swych rodziców była,  wymarzyli sobie dla swej jedynaczki świetlaną przyszłość. Jeszcze zanim na świat przyszła, gdy w jajku była, snuli bajkowe plany z nią związane, układali pełne sukcesów scenariusze...; miała złote jajka znosić, pięknością obejścia zostać, pierwszą kurzą prima baleriną, słynącym z mądrości (wbrew powszechnemu przekonaniu) naukowcem ....itd. itp.

Kiedy przyszła na świat okazało się jednak, że jest wyjątkowa, lecz nie na sposób o jakim Pan Kogut i Pani Kura sobie  wymarzyli. Okazała się mieć wrodzoną wadę układu nerwowego, która znacznie obniżała  jej zdolności psychoruchowe. Smutne dni w kurzym domu nastały, dużo łez, pytań i rozczarowania. Z czasem przyszła zgoda, pojednanie, ukojenie i nadzieja, akceptacja i radość. Z biegiem lat medycyna rozwijała swoje skrzydła i pewnego dnia okazało się, iż Kura może zostać poddana kosztownej operacji, która znacząco może usprawnić jej ciało i umysł. 

Pan Kogut i Pani Kura długo się naradzali i mocno wahali, ...zdecydowali się w końcu podjąć ryzyko. Okazało się jednak, że operacje nie zakończyła się stuprocentowym sukcesem. Prócz blizny na czole, Kura pozostała niemalże taką jaka była. Nie zmartwiło to wszakże jej Rodzicieli ni bliskich. Może bowiem nie była najmądrzejszą, najpiękniejszą czy najsprawniejszą Kura na świecie..., ale co najważniejsze kochaną, akceptowaną i uroczo naiwną. Niczym wieczne dziecko potrafiła cieszyć się ulotnością chwili, wrażliwie postrzegać otaczający świat, interpretować w nieprawdopodobnie prosty sposób to, co naokoło i cieszyć się byciem, darzyć miłością bezinteresowną, rozdawać uśmiech każdemu. Była wolna od świadomości istniejącego zła, nieczystych zamiarów i nieprawdziwych uczuć. Miała wyjątkową ufność w drugiego człowieka i dar radości niesionej innym. Była promykiem słońca! ....dlatego właśnie dane jej było obcować z sobie podobnymi..., dlatego właśnie trafiła w ramiona Małego Szymona, by i jemu rozświetlać każdy dzień!



Koniec!


14 grudnia 2013

Sobotni cykl... Michael Haneke "Biała Wstążka"

Witam!

Dziś polecam kino ciężkie, lepkie, w mistrzowskim wydaniu.

Film, o którym mowa to "Biała Wstążka"(2009) w reż. austriackiego reżysera i scenarzysty Michaela Hanekego (Michael Haneke). Reżyser przyrównywany do Bergmana. Podobieństwa są, ale każdy z nich ma swój własny styl (moim skromnym zdaniem). 

Film nie należy do najświeższych, więc pewnie niektórzy z Was już o nim słyszeli i może go widzieli. 
Ja jestem pod ogromnym jego wrażeniem i polecam gorąco, mimo że jest...no właśnie jaki jest ten film?
Na myśl przychodzi mi słowo - lepki. Mała wioska, przedwojenne Niemcy, powierzchowna beztroska, ład i porządek. A co jest pod spodem? Im dalej, tym ciekawiej, tym bardziej lepko... Z pewnością nie jest to film familijny i nie nastraja ciepło, świątecznie...choć przedstawia historię rodziny, historię małej społeczności, w której dużą role odgrywają dzieci...ale czy klasycznie pozytywną rolę? Przekonajcie się sami!

Michael Haneke słynie z wielu filmów. Najświeższy to" Miłość" (2012), ale i "Pianistka" (2001), i "Ukryte" (2005) czy "Funny Games" (1997) są wyśmienitą dawką kina. Szczególnie "Ukryte" z Juliette Binoche (którą uwielbiam) jest dla mnie jego najlepszym filmem numer 2.



Miłego seansu! 
I udanego weekendu!

13 grudnia 2013

"Mały Hipster"

Witam!
Szał przedświąteczny trwa. Mam sto planów, w  tym ozdoby choinkowe, ale....czy starczy czasu? 
Póki co mojej Młodej zrobiłam kolejną czapkę. Dla samej siebie też mam zamysł i włóczka nawet już zakupiona, ale ten czas.... 
Wzór mój własny. Osobiście bardzo mi się podoba. Włóczka 100% wełna  merino - miękka, delikatna, ciepła. Same zalety..., gdyby nie cena ;)

A tu parę zdjęć na cierpliwiej Modelce:


9 grudnia 2013

Portmonetki...

Witam!

Taki mały update. Oto nowe kolory, które powstały. Jedna już jest u nowej właścicielki. I się tworzą dalej, co mnie bardzo cieszy :))



Miłego dnia! Mój zaczął sie bardzo mile!

7 grudnia 2013

Sobotni cykl... Nadine Labaki "Dokąd teraz"

Witam!

Tak sobie ostatnio pomyślałam, że w ramach ożywienia bloga chciałabym zamieszczać tu coś jeszcze, coś oprócz moich ręcznych wytworów. 

Jako że m. in. bardzo lubię czytać i oglądać filmy, cykl nasunął się sam. Chciałabym co sobotę (mam nadzieję, że uda mi się zachować tę częstotliwość) dzielić się z Wami tym, co mnie poruszyło, rozśmieszyło lub zaciekawiło. Będą tu rzeczy, które już przeczytałam bądź obejrzałam. Ufam, że wśród moich propozycji znajdziecie coś, co warto odkryć bądź już odkryliście. Bardzo chętnie przeczytam Wasze opinie :)

Ostatnio wraz z Mężem zatapiamy się w kinie ogólnie rzecz ujmując arabskim, dziś zatem przedstawiam film libańskiej reżyserki i aktorki Nadine Labaki, sławę przyniósł jej film "Karmel"  z 2007 roku (który też polecam), ale moja dzisiejsza propozycja jest moim zdaniem jej absolutnym arcydziełem. Osobiście nie wybieram nigdy komedii. Wolę kino delikatnie pisząc refleksyjne. Film ten zaś w opisie został przyporządkowany do komedii właśnie, ale ja bym powiedziała, że jest świetnie wyważony między tragedią i komedią. Można się pośmiać, popłakać, ale przede wszystkim zrozumieć "inny" dla nas Europejczyków świat.



Film nakręcony przez kobietę, w której głównymi bohaterkami są kobiety. Akcja toczy się niewielkiej wiosce w kraju niespokojnym, w którym nieustanie toczą się walki na tle...no właśnie czy religijnym? Świetnie pokazana mądrość kobiet, kobiet żyjących w społeczeństwie zdecydowanie patriarchalnym. Sprytne, desperackie, śmieszne i smutne sposoby głównych bohaterek na okiełznania bezmyślnej męskiej potrzeby wojowania. Obraz kobiet walczących przeciw walczącym mężczyznom. Z tym, że kobiety walczą o pokój, spokój i życie, a ci drudzy ... wręcz przeciwnie.

Niezwykła historia!

Miłego weekendu z kinem, książką lub bliskimi :)

I jeśli ktoś z Was już go obejrzał lub wkrótce obejrzy...niecierpliwie czekam na Wasze opinie :)

4 grudnia 2013

Panna "Billie Jeans"

Witam!

W moim świecie portmonetkowym sporo się dzieje, to i wkrótce pokażę Wam kilka kolejnych kolorów :), choć kto wie...może już ich macie dosyć.

Tymczasem wreszcie ukończyłam moją nową torebką z ekologicznej taśmy. Nazwa to efekt koloru i Michaela Jacksona...,a cała reszta mojej ciężkiej pracy :) 

Nieco większa od pierwowzoru czyli "Lady Śliwowicy" i zamiast dwóch małych, ma jeden duży magnes. Poza tym bawełniana podszewka w środku, skóropodobne paski, kieszeń na to i owo, no i trochę waży, ale za to jest pojemna, wygodna i urocza.

Ot i tyle gadania. Popatrzcie sami.






Do wzięcia jakby co :)

Do miłego!

30 listopada 2013

Niebieski, granatowy...

Witam!

Jakoś ostatnio ciężko mi się zebrać i znaleźć czas na cokolwiek. Przyczyn wiele, ale największa zaczyna właśnie chodzić i wciąż woła "Mama" :)

Mam zamysł na komplet niebiesko-granatowy i powoli, powoli cię kończy.

Portmonetka "Chmura" już jest. Do niej powstaje torebka. Jeszcze bezimienna. Praca nad nią w toku.

Popatrzcie sami.






No i jeszcze jedno...Marta z bloga www.szufladawbloku.blogspot.com zachęciła mnie do małego uzewnętrznienia się. Hmmm nie łatwe to, ale spróbowałam. Oto moje siedem punktów o mnie :)

1. Mam córkę, która jest dla mnie wszystkim.
2. Obecnie jestem house managerem ;), który nie lubi gotować, sprzątać, itp, itd., ale róbi tworzyć :)
3. Mam też syna. To nasz pierworodny. Jest czarny i zatrzymał się na etapie raczkowania, ...bo jest labradorem :)
4. Uwielbiam robić zdjęcia, co próbuję rozwijać. Ulubiony zakres pstrykania to tzw.street photo.
5. Nie wyobrażam sobie życia bez NUTELLI.
6. Jestem zapalonym podróżnikiem...czasami palcem po mapie.
7. No i słońce, muzyka, film i książka to rzeczy bez których trudno by mi było być :)

Ot i tyle. Ja do zabawy zachęcam Weronikę z www.wegrochy.blogspot.com :)

Ciepłego i słonecznego weekendu życzę!